Pruszków, małe ale ładne miasteczko w pobliżu Warszawy. Tam, w rodzinie inteligenckiej, 10 sierpnia 1931 roku rodzi się czwarte dziecko małżeństwa Henryka i Stefanii Dajczerów – Tadeusz Józef.

I do tego samego miasteczka powróci po 78 latach życia, 15 września 2009 roku.

Było to, mimo wielu przeciwności, bardzo bogate życie. Jak każde dziecko Tadeusz spędzał czas na wspólnych zabawach ze swoimi rówieśnikami, mimo że nie był przez nich rozumiany. Podobnie było w szkole. W wieku siedemnastu lat, trwająca kilka miesięcy grypa, czy zapalenie płuc była pierwszym zwiastunem, że Tadeusz nie będzie okazem zdrowia. I tak rzeczywiście było. Przez całe życie walczył z jakąś chorobą i wyczerpaniem. Fakt ten przyjmował z pełnym poddaniem się woli Bożej, podobnie jak samotność i niezrozumienie przez innych.

W czasie długich dni spędzanych w łóżku znalazł kilka książek, które zaważyły na jego dalszym życiu. Było to: Wtajemniczenie w umiejętność świętych i Pełnia umiejętności świętych Aleksandra Żychlińskiego a także Kształcenie charakteru Ojca Mariana Pirożyńskiego.

Sporo też rozmyślał o swoim życiu, co doprowadziło go do odkrycia, że jest stworzony po to, aby zrobić w życiu coś wielkiego. Bardzo interesowała go historia. Czasy wojen minęły, więc co można teraz zrobić dla Ojczyzny? Najchętniej byłby adiutantem Napoleona (połykał książki historyczne).

I w końcu odnalazł to powołanie do wielkości. Postanowił po maturze wstąpić do Seminarium Duchownego . A tam, w miarę rozwoju życia wewnętrznego, zrozumiał, że wielkość to dążenie do świętości. Stwierdził, że są ludzie którzy mogą się zbawić jedynie przez świętość i chyba on należy do nich (napisał to w swoich notatkach).

W ten sposób Tadeusz miał już wyznaczony cel, ku któremu do końca swojego życia będzie konsekwentnie zmierzał.

W 1950 roku rozpoczyna naukę w Warszawskim Seminarium Duchownym i jednocześnie na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego przeniesionym później do Akademii Teologii Katolickiej.

Był dobrym studentem. Lubił się uczyć. Ale znowu spotkał się z otoczeniem niezbyt przyjaznym. Inni alumni dokuczali mu przy każdej nadarzającej się okazji. On widział sens tego wszystkiego. Należał do Boga, nie do ludzi.

W czasie wakacji, nie mogąc przebywać w domu z powodów politycznych (ojciec musiał ukrywać, że ma syna w Seminarium), tułał się po różnych parafiach, albo samotnie pozostawał w Seminarium.

7 sierpnia 1955 roku otrzymuje święcenia kapłańskie i skierowanie do pracy w parafii Kocierzew. Ma dwa dyplomy, ukończenia Seminarium i magisterski z ATK. Z Kocierzewa zostaje w lutym 1956 roku przeniesiony do parafii Biała Rawska. I kolejna przeprowadzka, w listopadzie 1956 roku do parafii Kobyłka. Nie były to trudne, ale dziwnie częste przenosiny. Ułatwiał je fakt, że cały majątek księdza Tadeusza to marny stolik z krzesełkiem, mała szafa na ubrania, książki i… polowe łóżko.

Jego metody duszpasterskie nieco odbiegały od tych, które stosowali jego koledzy. I tu dochodziło często do trudnych dyskusji.

W sierpniu 1958 roku zostaje przeniesiony do parafii świętej Teresy od Dzieciątka Jezus na Tamce, a w październiku 1960 roku do parafii świętego Augustyna.

Wykonuje polecone mu obowiązki, ale marzy o dalszych studiach i to najlepiej zagranicą. Na razie musi w czerwcu 1962 roku przenieść się do parafii Najświętszego Zbawiciela.

Stale myśli i szuka środowiska kapłańskiego, które jako wspólnota byłoby wspólnym dążeniem do Boga, do świętości. Ale plany Boże są inne.

Wraca problem studiów. Zdobycie pozwolenia na wyjazd od władz kościelnych a później świeckich, graniczyło z cudem. Ale w końcu się udało.

Jednak przedtem musiał przejść dużą próbę cierpienia. Zachorował jego ojciec Henryk. Długo nie można było postawić właściwej diagnozy. Ksiądz Tadeusz wziął go do siebie, oddał własne łóżko, a sam spał na podłodze. Trudno mu przyjąć wiadomość o potrzebie amputacji nóg ojca, który zmarł 12 października 1965 roku. Gdy później wspominał ten fakt, zwierzył się, że nigdy w życiu tak bardzo nie płakał, jak wtedy. Ksiądz Tadeusz nie miał pieniędzy ani na lekarzy, lekarstwa i w końcu na pogrzeb. Ale Pan Bóg czuwał nad nim. Pracownica banku, widząc jego bezradność, mimo braku pełnomocnictwa wypłaciła oszczędności, które ojciec posiadał.

Mama w tym czasie, chora na przewlekłą chorobę przebywała kilka lat w szpitalu. Zmarła po powrocie księdza Tadeusza z Rzymu 21 września 1972 roku. A jedyny brat zginął tragicznie 10 września 1970 roku. Niestety, ksiądz Tadeusz nie mógł przyjechać na jego pogrzeb do Polski. Pozostali tylko dwaj przyrodni bracia, z którymi kontakty były raczej trudne.

W styczniu 1966 roku ksiądz Tadeusz rozpoczyna studia na Gregorianium w Rzymie. Tam przeżywa prawdziwy dramat, od głodu aż do zdobywania dokumentów. Może przedłużyć paszport, aby skończyć studia pod warunkiem podpisania współpracy z SB, na co nie mógł się zgodzić. W końcu otrzymuje dokumenty, dzięki pomocy poleconej zakonnicy.

Często jego dzienny posiłek składał się chleba i mleka. Kubek został zrobiony z obciętego kartonika po mleku.

W lipcu 1972 roku wraca do Polski z doktoratem z religioznawstwa i materiałami do habilitacji. Jednak nie posiada żadnych dokumentów. Nie ma ważnego paszportu. Każda próba zdobycia go kończy się odmową. Ale Pan Bóg działa. W końcu otrzymuje od naszych władz dowód osobisty.

14 grudnia 1981 roku, po kolokwium habilitacyjnym ksiądz Tadeusz otrzymał stopień doktora habilitowanego teologii w zakresie fenomenologii religii. Później rozpoczyna się praca na uczelniach: w Seminarium Duchowym i w Akademii Teologii Katolickiej. Organizuje i kieruje Katedrą Fenomenologii Religii, zupełnie nowego kierunku na uczelni. Za osiągnięcia naukowe otrzymuje tytuł Profesora Belwederskiego od Prezydenta Lecha Wałęsy.

Ale w rzeczywistości naprawdę interesował się życiem wewnętrznym. Pisze słynne Rozważania o wierze, które zostały przetłumaczone na wiele języków obcych, a w Polsce przekroczyły nakład ponad stu tysięcy.

Każde życie człowieka składa się z cierpień i przeciwności. Ale to, co przeżywał ksiądz Tadeusz było nieprawdopodobne. Cały czas musiał iść pod prąd. Często miał kontakt i księżmi Biskupami i to z powodu ludzi, którym nie zważając na swoje zdrowie poświęcał wiele czasu i udzielał pomocy. Te częste oskarżenia były wyrazami „wdzięczności”.

Uważany jest za Założyciela Ruchu Rodzin Nazaretańskich, ale nie jest to pełna prawda. Była to inicjatywa oddolna. Ksiądz Tadeusz nigdy nie przypuszczał, że osoby, którym ufał i chciał pomóc w rozwinięciu Ruchu (obecnie Ruch działa w około czterdziestu krajach świata), w końcu oczernią go fałszywymi zeznaniami wobec władz kościelnych.

Ostatnie lata jego życia były jednym wielkim cierpieniem. Ksiądz Tadeusz nie bronił się. W pewnym momencie nie było nawet wiadomo, kto jest inicjatorem tylu krążących fałszywych wiadomości, donosów…

Stan Jego zdrowi gwałtownie się pogarszał, mimo pokoju jaki zachowywał wobec tego, co działo się koło niego. „Odsunął” się od życia. Długie godziny spędzał nad książkami zgłębiając tajemnicę Eucharystii. Jego pragnieniem było podzielenie się tym, co przeżywał. Powstało sześć książek eucharystycznych, którymi przede wszystkim obdarzył księży Biskupów, kapłanów i kleryków. Wielu z nich przesłało listy z podziękowaniami za tak cenny dorobek. Ale prawie od razu zyskał także przeciwników.

Wiedzieliśmy, że jest źle z jego zdrowiem, więc zdziwiła nas jego wizyta niedzielna – dwa dni przed śmiercią. A on wiedział, że odchodzi. Chciał się z nami pożegnać.

I w końcu przyszedł ten trudny, dla tych którzy jeszcze przy nim zostali dzień. Kiedy telefon milczał, jeden z księży pojechał na Tamkę. Ksiądz Tadeusz już nie żył. Zmarł w Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.

Nikt z nas nie przypuszczał, że już więcej go nie zobaczymy, że już nie udzieli nam wskazówek, w którą stronę mamy iść.

Z pogrzebem wiązały się kolejne trudności. Ale w końcu 15 września, w dzień Matki Bożej Bolesnej, wrócił do swojego Pruszkowa i został pochowany w grobie rodzinnym.

Byliśmy pełni bólu, ale wiedzieliśmy, że on już nie cierpi. Całe życie dążył do zjednoczenia z Bogiem i chyba doszedł do Celu, bo przecież mógł być zbawiony jedynie przez świętość.

Wyszukaj w domenie dajczer.eu